Arthur C. Clarke        Nienawi��

   Tylko Joey czuwa� na pok�adzie w ch�odnej ciszy przed�witu, gdy z nieba ponad Now� Gwine� wypad� meteor. Joey patrzy�, jak meteor pnie si� coraz bli�ej, a� przelecia� prosto nad nim, rozganiaj�c gwiazdy i rzucaj�c przebiegaj�ce p�dem przez zat�oczony pok�ad cienie. Ostre �wiat�o ukaza�o kontury nagiego takielunku, zwini�tych lin, w�y do butli z powietrzem, miedzianych he�m�w do nurkowania, schludnie u�o�onych na noc - a nawet p�ask�, poro�ni�t� pandanem wysepk�, oddalon� o p� mili. Daleko na po�udniowym zachodzie, nad pustk� Pacyfiku, meteor zacz�� si� rozpryskiwa�. Odrywa�y si� od niego roz�arzone kulki, p�on�c i topi�c si� w ognistym ogonie, kt�ry meteor wl�k� za sob� kawa� drogi po niebie. Gdy znika� z pola widzenia, ju� dogorywa�, ale Joey nie ujrza� samego ko�ca. Wci�� buchaj�c w�ciekle p�omieniem, meteor zanurzy� si� pod horyzont, jakby pragn�� czym pr�dzej rzuci� si� w obj�cia ukrytego s�o�ca.

   Je�li sam widok by� imponuj�cy, to grobowa cisza wzbudza�a niepok�j. Joey d�ugo nas�uchiwa�, ale nie m�g� si� doczeka� �adnego d�wi�ku z rozdartego nieba. Gdy wreszcie po kilku minutach us�ysza� nie opodal plusk, mimowolnie poderwa� si� zaskoczony - i zakl�� siarczy�cie, bo przestraszy�a go zwyczajna manta. (Chyba niez�a sztuka, skoro narobi�a tyle ha�asu swoim skokiem.) �aden inny d�wi�k nie zm�ci� ju� ciszy i wkr�tce powr�ci� sen.

   W swej w�skiej koi tu� za kompresorem Tibor nic nie us�ysza�. Tak mocno spa� po ca�odziennej pracy, �e zabrak�o mu si� nawet na sny - a kiedy ju� go nawiedzi�y, nie by�y to sny, jakich pragn��. W godzinach ciemno�ci, gdy umys� b��ka� si� po zakamarkach przesz�o�ci, nie zatrzymywa� si� w og�le na lubie�nych wspomnieniach. Tibor mia� kobiety w Sydney, w Brisbane, w Darwin i na Wyspie Czwartkowej - ale �adnej w snach. Po przebudzeniu w zat�ch�ej ciszy kajuty nie pami�ta� nic pr�cz kurzu, ognia i krwi zaraz po wtoczeniu si� rosyjskich czo�g�w do Budapesztu. �ni� nie o mi�o�ci, lecz o nienawi�ci.

   Kiedy Nick potrz�sa� nim na pobudk�, w�a�nie wymyka� si� stra�nikom na austriackiej granicy. W ci�gu kilku sekund przeby� dziesi�� tysi�cy mil do Wielkiej Rafy Koralowej; ziewn��, strzepn�� �a��ce mu po palcach st�p karaluchy i wygramoli� si� z koi.

   Na �niadanie by�o, rzecz jasna, to samo co zawsze - ry�, ��wie jaja i konserwa wo�owa, a do popicia mocna, s�odka herbata. Posi�ki, kt�re pichci� Joey, mo�na by�o chwali� jedynie za to, �e by�y obfite. Tibor zd��y� si� przyzwyczai� do monotonnej diety; ten i inne niedostatki odbija� sobie na l�dzie.

   Ledwie s�o�ce wyjrza�o zza horyzontu, kiedy naczynia sta�y ju� posk�adane w kuchni i lugier podni�s� kotwic�. Nick wpad� w dobry humor stoj�c przy sterze i odp�ywaj�c od wysepki; stary szyper wraz ze sw� za�og� po�awiaczy pere� mia� wszelkie powody do rado�ci, bo �owisko muszli, na kt�rym w�a�nie pracowali, by�o najbogatsze, jakie Tibor widzia� w �yciu. Przy odrobinie szcz�cia wype�ni� �adowni� za dzie� lub dwa i pop�yn� z powrotem na Wysp� Czwartkow� z p�tonowym zbiorem muszli pod pok�adem. A wtedy, je�li los b�dzie jeszcze �askawszy, w diab�y rzuci t� �mierdz�c�, niebezpieczn� robot� i powr�ci do cywilizowanego �wiata. Nie mia� powod�w do narzekania; Grek traktowa� go bardzo dobrze, uda�o mu si� te� znale�� troch� cennych kamieni po otwarciu muszli. Ale teraz ju� wiedzia�, po dziewi�ciu miesi�cach sp�dzonych na Rafie, dlaczego bia�ych po�awiaczy mo�na zliczy� na palcach jednej r�ki. Japo�ce, Kanakowie i tubylcy z okolicznych wysepek jako� dawali sobie rad� - ale cholernie ma�o Europejczyk�w.

   Kaszel diesla ucich�, Arafura dobija�a do �owiska. Na oko dwie mile dzieli�y ich od zielonej, niskiej wyspy, wyra�nie jednak oddzielonej od wody w�sk� tasiemk� o�lepiaj�cej pla�y. Wyspa nie by�a wszak niczym innym, jak bezimienn� �ach� piasku, kt�r� zdo�a� opanowa� niewielki lasek, a jej wy��cznymi mieszka�cami by�y chmary g�upich burzyk�w, kt�re dziurawi�y mi�kkie pod�o�e niezliczonymi do�kami i noc� straszy�y upiornym wrzaskiem.

   Trzech nurk�w ubiera�o si� w niemal ca�kowitym milczeniu; ka�dy wiedzia�, co robi�, i nie marnowa� czasu. Gdy Tibor zapina� gruby watowany kaftan, Blanco, jego pomocnik, przeciera� szybk� he�mu octem, �eby nie zaparowa�a. Po chwili Tibor schodzi� ju� po drabince i dopiero wtedy Blanco na�o�y� mu na g�ow� he�m i o�owiany pancerz. Opr�cz watowanego kaftana, rozk�adaj�cego r�wno ci�ar na ramionach, mia� na sobie zwyk�e ubranie. W tych ciep�ych wodach gumowe skafandry by�y ca�kiem zb�dne, a he�m dzia�a� jak ma�y dzwon nurkowy, utrzymywany na miejscu pod w�asnym ci�arem. W razie niebezpiecze�stwa mo�na by�o - przy odrobinie szcz�cia - wy�lizn�� si� spod he�mu i wyp�yn�� na powierzchni� bez szwanku. Tibor wiedzia�, jak si� to robi, ale sam wola� nie pr�bowa� takich sztuczek.

   Ilekro� stawa� na ostatnim szczeblu drabinki, z workiem na muszle w jednej r�ce i link� ratunkow� w drugiej, ta sama my�l przychodzi�a mu do g�owy. Oto zostawia znany mu �wiat - czy tylko na godzin�, czy na zawsze? Tam na dnie czeka�o bogactwo i �mier�, jedno i drugie prawdopodobne. Mo�e tym razem b�dzie to jeszcze jeden dzie� zwyk�ej har�wki, jak wi�kszo�� dni w bezbarwnym �yciu po�awiacza pere�. Ale Tibor widzia�, jak zgin�� jeden z jego towarzyszy niedoli, gdy lina zapl�ta�a mu si� w �rub� Arafury - widzia� te� wij�cego si� w konwulsjach innego nurka. W morzu nic nie by�o bezpieczne ani pewne. Wyzwanie podejmowa�e� z otwartymi oczami - a je�li przegra�e�, p�acz na nic si� nie zda�.

   Odbi� si� od drabinki; �wiat nieba i s�o�ca przesta� istnie�. G�ow� mia� przeci��on� he�mem i musia� pracowa� ile si� w nogach, �eby utrzyma� si� w pionowej pozycji. Schodz�c na dno, nie widzia� nic pr�cz bezkszta�tnej, niebieskawej mgie�ki. Modli� si�, �eby Blanco nie wypuszcza� linki zbyt szybko. Po�yka� �lin� i chrz�ka�, by przedmucha� pod wp�ywem wzrastaj�cego ci�nienia uszy; prawe "strzykn�o" niemal natychmiast, w lewym za� pot�gowa� si� k�uj�cy, niezno�ny b�l, kt�ry dawa� mu si� we znaki ju� od kilku dni. Wepchn�� r�k� pod he�m, zacisn�� nos i dmuchn�� z ca�ej si�y. W g�owie poczu� gwa�towny, bezd�wi�czny wybuch i b�l natychmiast ust�pi�. Tego dnia nie b�dzie mu ju� dokucza�.

   Tibor dotkn�� dna, zanim je zobaczy�. Pole widzenia mia� bardzo ograniczone, nie m�g� bowiem schyla� si�, bo woda nala�aby mu si� do he�mu. M�g� rozgl�da� si� na boki, ale nie patrze� tu� pod nogi. To, co widzia�, uspokoi�o go sw� ponur� monotoni�- lekko pofa�dowane, muliste dno, znikaj�ce z oczu w odleg�o�ci dziesi�ciu st�p. Tu� obok, po lewej stronie, ma�a rybka skuba�a kawa�ek korala o wielko�ci i kszta�cie damskiego wachlarza. To wszystko; za grosz pi�kna, �adnego podwodnego raju. Ale by�y tu pieni�dze, i tylko to si� liczy�o.

   Linka delikatnie szarpn�a, gdy lugier rozpocz�� dryfowanie burt� do przodu przez �owisko, i Tibor ruszy� przed siebie spr�ynowym, powolnym krokiem, jaki wymusza�a niewa�ko�� i op�r wody. Jako nurek numer dwa, Tibor pracowa� od dziobu; po�rodku szed� jeszcze ma�o do�wiadczony Stephen, a pod ruf� g��wny nurek, Billy. Rzadko widzieli si� podczas pracy; ka�dy mia� sw�j pas do przeczesania, wyznaczony dryfem Arafury. Jedynie w najdalszych punktach swoich bocznych wypad�w dostrzegali niekiedy majacz�c� ve mgle sylwetk� kolegi.

   Tylko do�wiadczone oko potrafi�o wypatrzy� muszle spod kamufla�u alg i wodorost�w, ale bywa�o i tak, �e mi�czaki same zdradza�y swoj� obecno��. Czuj�c drgania spowodowane ruchem zbli�aj�cego si� nurka, zamyka�y si� raptownie - i wtedy nast�powa�o dostrzegalne przez u�amek sekundy na szarym tle per�owe migni�cie. Ale i w�wczas udawa�o im si� uciec, bo dryfuj�cy statek m�g� odci�gn�� nurka, nim ten zdo�a� pochwyci� znajduj�c� si� ju� niemal w zasi�gu r�ki zdobycz. We wczesnym okresie terminowania Tiborowi wymkn�o si� sporo poka�nych "srebrnych ust", z kt�rych ka�de mog�y przecie� zawiera� najcudowniejsz� per��. Przynajmniej tak sobie wyobra�a�, p�ki nie wypali� si� w nim zachwyt nad tym zawodem i gdy zrozumia�, �e per�y s� tak rzadkie, �e nie warto sobie zawraca� nimi g�owy. Najcenniejszy wy�owiony przez niego okaz zosta� sprzedany za pi��dziesi�t sze�� dolar�w, a udany jednodniowy zbi�r samych muszli wart by� wi�cej. Gdyby ca�y interes zale�a� od pere�, a nie macicy, wszyscy ju� dawno poszliby z torbami.

   Poczucie czasu nie istnia�o w tym przy�mionym �wiecie. Szed�e� pod niewidocznym, dryfuj�cym statkiem, w uszach dudni� ci warkot kompresora, a przed oczami przep�ywa�a zielonkawa mg�a. Raz po raz wypatrywa�e� muszl�, odrywa�e� j� od dna i wrzuca�e� do worka. Je�li ci szcz�cie dopisa�o, nazbiera�o si� z tego dwa tuziny podczas jednego dryfu przez �owisko; innym razem wyp�ywa�e� z pustym workiem.

   Nie lekcewa�y�e� niebezpiecze�stwa, ale te� nie ba�e� si� na zapas. Naprawd� gro�ne by�y rzeczy tak proste i banalne jak popl�tane w�e aparat�w i linki ratunkowe - nie �adne rekiny, strz�piele czy o�miornice. Rekiny czmycha�y na widok b�belk�w powietrza, a w ca�ej swej podwodnej karierze Tibor widzia� tylko jedn� o�miornic�, ale za to rozpi�to�ci dw�ch st�p. Owszem, ze strz�pielami nie by�o �art�w, bo potrafi�y po�kn�� nurka za jednym zamachem, gdy im dokucza� g��d. Ale prawdopodobie�stwo takiego spotkania na tej p�askiej, ja�owej r�wninie by�o nik�e; brakowa�o tu kolorowych jaski�, w kt�rych znalaz�yby kryj�wki.

   Nie dozna�by wi�c tak ogromnego szoku, gdyby ta jednostajna, p�aska szaro�� nie u�pi�a jego czujno�ci. Dopiero co szed� pewnie ku niedosi�nej �cianie mg�y, kt�ra cofa�a si�, w miar� jak on si� przybli�a�, a� tu nagle, bez �adnego ostrze�enia, drog� zast�pi�a mu jego osobista zmora.

   Tibor nie cierpia� paj�k�w, a w morzu �y� pewien potw�r, jakby stworzony tylko po to, by podsyca� t� fobi�. Wprawdzie nie stan�� dotychczas oko w oko z japo�skim krabem paj�czym, a na sam� my�l o takim spotkaniu ciarki przechodzi�y mu po plecach, wiedzia� jednak, �e ten stw�r o d�ugich, cienkich nogach osi�ga dwana�cie st�p szeroko�ci. To, �e by� niegro�ny, nie mia�o �adnego znaczenia; paj�k wielko�ci cz�owieka po prostu nie mia� prawa istnie�.

   Na widok tej sieci w�skich, wielocz�onowych n�g, kt�ra raptem wy�oni�a si� z wszechogarniaj�cej szaro�ci, Tibor zacz�� wrzeszcze� w panicznym strachu. Musia� bezwiednie szarpn�� link�, bo Blanco zareagowa� natychmiast, z wyczuciem doskona�ego pomocnika. He�m wci�� dudni� echem przera�liwego krzyku, gdy Tibor poczu�, �e odrywa si� od dna, unosi ku �wiat�u, powietrzu - i przytomno�ci umys�u. Wynurzaj�c si� na powierzchni�, poj�� ca�� niedorzeczno�� i g�upot� swojej pomy�ki, i powoli przychodzi� do siebie. Ale by� jeszcze tak roztrz�siony, kiedy Blanco zdejmowa� mu he�m, �e przez d�ug� chwil� nie m�g� wydusi� z siebie s�owa.

   - Co si� tu dzieje, do jasnej cholery? - krzykn�� Nick. Nikomu ju� nie chce si� pracowa�?

   Wtedy dopiero Tibor zorientowa� si�, �e nie tylko on wyp�yn�� na powierzchni�. Stephen siedzia� na pok�adzie i jakby nigdy nic pali� papierosa. Pracuj�cego pod ruf� nurka, kt�ry chyba nie wiedzia�, o co chodzi, te� wyci�ga� chc�c nie chc�c pomocnik, bo Arafura spu�ci�a kotwic� i wszelkie ~ prace wstrzymano do wyja�nienia sprawy.

   - Tam le�y jaki� wrak - powiedzia� Tibor. - Wlaz�em prosto na niego. Widzia�em tylko pl�tanin� kabli i pr�t�w.

   Z�y by� na siebie, bo na samo wspomnienie zacz�� znowu dygota�.

   - Nie wiem, czy to pow�d, �eby si� trz��� jak galareta burkn�� Nick. Tibor te� nie wiedzia�. Tu, na wypalonym s�o�cem pok�adzie, nie da�o si� wyt�umaczy�, dlaczego widok drut�w mia�by wzbudza� �mierteln� trwog�.

   - Omal nie zapl�ta�em si� w jakie� �elastwo - sk�ama�. Blanco odci�gn�� mnie w ostatniej chwili.

   - Hm! - mrukn�� Nick, wyra�nie nie przekonany. W ka�dym razie to nie jest wrak statku - doda� wskazuj�c na �rodkowego nurka. - Steve widzia� tylko kup� lin i jak�� szmat�, chyba gruby nylon. Wygl�da mi na spadochron.

   Stary Grek z obrzydzeniem spojrza� na za�liniony niedopa�ek cygara i wypstrykn�� go za burt�. - Jak tylko wyp�ynie Billy, zejdziemy jeszcze raz i zobaczymy, jakie licho tam siedzi. Mo�e co� si� na tym zarobi - pami�tacie, jakie szcz�cie mia� Jo Chambers.

   Tibor pami�ta�; historia to odbi�a si� echem na ca�ej d�ugo�ci Wielkiej Rafy Koralowej. Jo by� rybakiem samotnikiem, kt�ry w ostatnich miesi�cach wojny natkn�� si� na DC-; na p�yci�nie kilka mil od wybrze�y Queensland. Po nadludzkim wysi�ku ratowania samolotu w pojedynk� w�ama� si� do kad�uba i zacz�� roz�adowywa� skrzynie z gwintownikami i matrycami, doskonale zabezpieczonymi t�ustym pergaminem. Przez pewien czas prowadzi� kwitn�cy interes importowy, ale niebawem na jego �lad natrafi�a policja i chc�c nie chc�c musia� wyjawi� �r�d�o swego zaopatrzenia; australijscy gliniarze maj� wyj�tkowy dar przekonywania ludzi.

   Dopiero wtedy, po ca�ych tygodniach morderczej pracy pod wod�, Jo dowiedzia� si�, co znajdowa�o si� w baga�u DC-; opr�cz wartego n�dznych kilkaset funt�w narz�dzi, kt�re rozprzedawa� po fabryczkach i warsztatach na kontynencie. Wielkie drewniane skrzynie, kt�rych nie zd��y� ju� otworzy�, zawiera�y tygodniow� wyp�at� dla stacjonuj�cych na Pacyfiku wojsk ameryka�skich - wi�kszo�� got�wki w z�otych monetach dwudziestodolarowych.

   Tutaj nie ma co marzy� o takim szcz�ciu - pomy�la� Tibor, schodz�c zn�w pod wod�; ale samolot - lub cokolwiek tam le�a�o - m�g� zawiera� cenne przyrz�dy, a za jego odkrycie nale�a�a im si� nagroda. Poza tym by� d�u�ny samemu sobie; chcia� dok�adnie zobaczy�, co nap�dzi�o mu tyle strachu.

   Po dziesi�ciu minutach wiedzia� ju�, �e nie by� to samolot. Zupe�nie nie ten kszta�t i za ma�e rozmiary - tylko oko�o dwudziestu st�p d�ugo�ci i dwa razy mniej szeroko�ci. Tu i �wdzie na zw�aj�cym si� �agodnie kad�ubie znajdowa�y si� w�azy i male�kie luki, przez kt�re wyziera�y na �wiat nieznane instrumenty. Nie wida� by�o wi�kszych uszkodze�, cho� jeden koniec jakby stopi� si� pod wp�ywem pot�nej temperatury. Z drugiego ko�ca wyrasta� las anten, z kt�rych wszystkie powygina�y si� lub z�ama�y od zderzenia z wod�. Nawet teraz do z�udzenia przypomina�y nogi ogromnego owada.

   Tibor nie by� idiot�; od razu domy�li� si�, z czym ma do czynienia. Pozosta�a tylko jedna zagadka, kt�r� rozwi�za� z dziecinn� �atwo�ci�. Na pokrywach w�az�w dostrzeg� na wp� zatarte, sczernia�e od gor�ca s�owa. Pisane by�y cyrylic�, a Tibor dostatecznie zna� rosyjski, by zrozumie�, �e odnosz� si� do zasilania i uk�ad�w ci�nieniowych.

   - Ch�opcy zgubili sputnik - powiedzia� do siebie z satysfakcj�. Domy�la� si�, co zasz�o; sputnik wodowa� za szybko i w z�ym miejscu. Przy jednym ko�cu pa��ta�y si� n�dzne resztki kom�r p�ywaj�cych; p�k� jak balon przy zderzeniu z wod� i wehiku� poszed� na dno jak kamie�. Joey'emu nale�� si� przeprosiny od za�ogi Arafury, wcale nie pi� grogu. To, co na jego oczach p�on�o w�r�d gwiazd, by�o zapewne rakiet� no�n�, kt�ra po oddzieleniu si� �adunku wpad�a na �lepo z powrotem do atmosfery ziemskiej.

   Tibor d�ugo kr��y� po dnie morskim, z kolanami ugi�tymi w charakterystycznym dla nurk�w przysiadzie, przygl�daj�c si� temu kosmicznemu stworowi uwi�zionemu teraz w obcym �ywiole. G�owa p�ka�a mu od na wp� przemy�lanych pomys��w, z kt�rych �aden jeszcze nie zarysowa� si� ostro jako plan dzia�ania. Ju� mu nie zale�a�o na nagrodzie; o wiele bardziej liczy�a si� szansa zemsty. Oto mia� przed sob� jedno z najdumniejszych osi�gni�� sowieckiej technologii-a on, Szabo Tibor, rodem z Budapesztu, by� jedynym cz�owiekiem, kt�ry o tym wiedzia�.

   Musi by� jaki� spos�b wykorzystania sposobno�ci - pogn�bienia kraju i sprawy, do kt�rych czu� tak zapiek�� nienawi��. W godzinach p�snu nad ranem rzadko by� �wiadom tego uczucia, a jeszcze rzadziej zastanawia� si� nad jego prawdziw� przyczyn�. Tutaj, w samotnym �wiecie morza i nieba, w�r�d paruj�cych, poro�ni�tych zaro�lami mangrowymi bajecznych wysepek koralowych, nic nie przywodzi�o na my�l przesz�o�ci. Jednak nigdy nie zdo�a� od niej uciec, a bywa�o, �e w jego duszy budzi�y si� demony i wznieca�y dziki sza� gniewu albo z�o�liw�, pr�n� ch�� niszczenia. Do tej pory mia� wyj�tkowe szcz�cie; nikogo nie zabi�. Ale nadejdzie dzie�...

   Niespokojne szarpni�cie Blanca wyrwa�o go z marze� o zem�cie. Da� pomocnikowi sygna�, �e nie ma powodu do niepokoju, i zabra� si� do badania kapsu�y. Ile wa�y�a? Czy �atwo da�oby si� j� oderwa� od dna? Musia� odpowiedzie� sobie na wiele pyta�, zanim obmy�li konkretny plan.

   Opar� si� ca�ym cia�em na karbowanej, metalowej �cianie i pchn�� ostro�nie. Pr�ba si� powiod�a; kapsu�a wyra�nie zako�ysa�a si� na dnie. Mo�e da�oby si� j� podnie��, nawet przy pomocy tych nielicznych narz�dzi, kt�re mieli na pok�adzie Arafury. Sputnik by� chyba l�ejszy, ni� na to wygl�da�.

   Tibor przy�o�y� he�m do g�adkiej cz�ci kad�uba i wyt�y� s�uch. Nie zdziwi�by si�, gdyby us�ysza� jakie� mechaniczne odg�osy, na przyk�ad warkot silnik�w elektrycznych. A tu g�ucha cisza. R�koje�ci� no�a stuka� o metal, pr�buj�c oceni� jego grubo�� i znale�� s�absze miejsca. Za trzecim razem pr�ba si� powiod�a; ale rezultat by� zgo�a inny, ni� si� spodziewa�.

   Szale�czym, desperackim �omotem kapsu�a wystuka�a mu odpowied�.

   Do tej chwili Tiborowi nawet si� nie �ni�o, �e w �rodku mo�e by� cz�owiek; kapsu�a wydawa�a si� za ma�a. Zaraz jednak uprzytomni� sobie, �e przecie� nie ma do czynienia ze zwyk�ym samolotem; do�� by�o tu miejsca na ma�� kabin� ci�nieniow�, w kt�rej gotowy do po�wi�ce� astronauta wytrzyma� m�g� kilka godzin.

   Niczym w kalejdoskopie, gdzie w mgnieniu oka zmienia si� ca�kowicie wz�r, na wp� dojrza�e w duszy Tibora zamiary rozp�yn�y si�, by skrystalizowa� w zupe�nie nowym kszta�cie. Za grub� szyb� he�mu obliza� powoli wargi. Gdyby zobaczy� go teraz Nick, zastanowi�by si� - jak nieraz w przesz�o�ci czy jego nurek Numer Dwa jest ca�kiem zdrowy na umy�le. Bezpowrotnie pierzch�y mgliste zamiary odleg�ej, bezosobowej zemsty na czym� tak abstrakcyjnym jak nar�d lub maszyna; teraz b�dzie jeden na jednego.







   - Chyba si� bardzo nie spieszy�e� - powiedzia� Nick. No i co znalaz�e�?

   - Ruski wrak - odpowiedzia� Tibor. - Sputnik czy co� w tym rodzaju. Je�li owiniemy wok� niego lin�, chyba da si� go oderwa� od dna. Ale jest za ci�ki, �eby go wyci�gn�� na pok�ad.

   Nick w zamy�leniu �u� nieod��czne cygaro. Staremu szyprowi nie dawa�a spokoju jedna rzecz, o kt�rej Tibor nie pomy�la�. Je�li dojdzie tu do akcji ratowania wraka, wszyscy zaraz si� dowiedz� gdzie dryfuje Arafara. A gdy wie�� dotrze do Wyspy Czwartkowej, jego prywatne �owisko muszli diabli wezm�.

   Trzeba siedzie� cicho albo samemu wyholowa� to dziadostwo i nikomu nie pisn�� s�owa, sk�d si� wzi�o. Tak czy owak, wygl�da�o na to, �e b�d� mieli z tego wi�cej zmartwienia ni� po�ytku. Nick, jak wielu Australijczyk�w, �ywi� g��bok� nieufno�� wobec wszelkiej w�adzy i ju� mia� pewno��, �e za ca�y k�opot nie dostanie nic opr�cz uprzejmego listu z podzi�kowaniem.

   - Ch�opcy nie chc� si� w to bawi� - powiedzia�. - My�l�, �e to bomba. Wol� nie rusza�.

   - Mog� spa� spokojnie - odpar� Tibor. - Ja si� tym zajm�.

   Stara� si� m�wi� normalnym, spokojnym g�osem, ale by�o to zbyt pi�kne, �eby mog�o by� prawdziwe. Je�eli inni po�awiacze te� s�yszeli walenie z kapsu�y, jego plany szlag trafi. Wskaza� na wysepk�, kt�ra wspania�� zieleni� odcina�a si� od b��kitnego nieba.

   - Mamy jedno wyj�cie. Je�eli d�wigniemy wrak dwie stopy od dna, mo�na go b�dzie zaci�gn�� pod brzeg. Z p�ytkiej wody wywleczemy go na pla��. U�yjemy szalup i mo�e damy rad� zaczepi� blok i wyci�g na jednym z tych drzew.

   Nick przyj�� pomys� Tibora bez entuzjazmu. W�tpi�, czy uda im si� przeci�gn�� sputnik przez raf�, nawet po zawietrznej stronie wyspy, ale za wszelk� cen� chcia� zepchn�� wrak z �owiska; mo�na zawsze porzuci� go w innym miejscu, zaznaczy� boj� i przypisa� sobie wszelkie zas�ugi.

   - Dobra - powiedzia�. - Schod�. Ta dwucalowa lina jest najmocniejsza, jak� mamy - powinna wytrzyma�. I nie sied� tam ca�y bo�y dzie�; i tak zmarnowali�my ju� du�o czasu.

   Tibor wcale nie mia� zamiaru marudzi� ca�y dzie�. Sze�� godzin wystarczy w zupe�no�ci. To by�a pierwsza informacja, jak� odczyta� z sygna��w zza �ciany kapsu�y.

   Szkoda, �e nie m�g� s�ysze� g�osu Rosjanina; ale Rosjanin s�ysza� jego, a to si� bardziej liczy�o. Gdy przy�o�y� he�m do metalu i krzycza�, wi�kszo�� s��w dociera�a do celu. P�ki co, prowadzi� przyjacielsk� pogaw�dk�; Tibor nie chcia� od razu odkrywa� kart, zanim nie nadejdzie odpowiedni psychologiczny moment.

   Najpierw trzeba by�o ustali� kod - jedno uderzenie na "tak", dwa na "nie". Potem ju� wystarczy�o odpowiednio formu�owa� pytania, a z czasem ka�d� my�l i informacj� da�o si� przekaza� za pomoc� tych dw�ch sygna��w. Tibor mia�by znacznie bardziej utrudnione zadanie, gdyby musia� duka� po rosyjsku; ucieszy� si�, ale i nie zdziwi�, gdy si� okaza�o, �e uwi�ziony pilot znakomicie rozumie po angielsku.

   W kapsule wystarcza�o powietrza na jeszcze pi�� godzin; pilotowi nic si� nie sta�o; tak, Rosjanie wiedzieli, gdzie wyl�dowa�. Ostatnia odpowied� zastanowi�a Tibora. Mo�e pilot k�ama�, ale r�wnie dobrze m�g� m�wi� prawd�. Nie uda� si�, rzecz jasna, planowy powr�t na Ziemi�, ale statki wspieraj�ce na pewno zlokalizowa�y punkt l�dowania - z jak� dok�adno�ci�, nie mia� zielonego poj�cia. Ale co go to obchodzi�o? Nie mogli tu dotrze� wcze�niej ni� za kilka dni, nawet gdyby wtargn�li prosto na australijskie wody terytorialne bez zezwolenia Canberry. By� panem sytuacji; ca�a pot�ga ZSRR nie zdo�a pokrzy�owa� mu plan�w - do czasu, kiedy ju� b�dzie o wiele za p�no.

   Ci�ka lina opad�a w zwojach na dno morza, wzbijaj�c tuman mu�u, kt�ry snu� si� jak dym z leniwym pr�dem. S�o�ce sta�o teraz wysoko na niebie i podwodnego �wiata nie spowija� ju� szary, przygn�biaj�cy p�mrok. Dno by�o bezbarwne, ale jasne, a widoczno�� wzros�a do niemal pi�tnastu st�p. Po raz pierwszy Tibor ujrza� kapsu�� w ca�ej okaza�o�ci. Zbudowana z my�l� o warunkach obcych zwyk�emu do�wiadczeniu, wygl�da�a tak osobliwie, �e nienawyk�e oko buntowa�o si� przeciw jej poronionym kszta�tom. Pr�no by�o szuka� tu przodu i ty�u; nie spos�b okre�li�, kt�r� stron� zwraca�a si� w kierunku lotu po swej orbicie.

   Tibor przy�o�y� he�m do �ciany i wrzeszcza�.

   - Ju� jestem. S�yszysz mnie?

   Puk.

   - Mam lin� i zaraz przywi��� j� do sznur�w spadochronu. Jeste�my trzy kilometry od wyspy, i jak tylko ci� mocno uwi��emy, ruszymy do brzegu. Nie da si� wyci�gn�� ci� na statek naszym sprz�tem. Spr�bujemy ci� doholowa� do pla�y. Rozumiesz?

   Puk.

   Szybko si� uwin�� z umocowaniem liny; teraz trzeba by�o oddali� si�, zanim Arafura zacznie ci�gn��. Ale najpierw musia� zrobi� jedn� wa�n� rzecz.

   - Halo! - krzykn��. - Przywi�za�em ju� lin�. Za chwil� ci� podniesiemy. S�yszysz mnie?

   Puk.

   - No to s�uchaj, co ci mam do powiedzenia. Nie masz �adnych szans na prze�ycie. O to si� te� postara�em. Puk, puk.

   - Zosta�o ci pi�� godzin �ycia. M�j brat jeszcze d�u�ej si� m�czy�, jak wszed� na wasze pole minowe. Rozumiesz? Jestem z Budapesztu. Nie cierpi� ciebie, twojego kraju i waszej ideologii. Zabrali�cie mi dom, rodzin�, a z moich rodak�w zrobili�cie niewolnik�w. Szkoda, �e nie widz� teraz twojej twarzy - chcia�bym patrze�, jak umierasz, tak jak patrzy�em na �mier� Theo. W p� drogi do wyspy ta lina p�knie dok�adnie tam, gdzie j� przed chwil� naci��em. Wtedy wr�c� tu i przywi��� now�, kt�ra te� p�knie. A ty sied� i czekaj, a� r�bniesz o dno.

   Tibor przerwa�, roztrz�siony i wyczerpany gwa�towno�ci� swojego wybuchu. Nie by�o miejsca na logik� lub rozs�dek w tym orgazmie nienawi�ci; nie po to zamilk�, by si� zastanowi�, bo nie mia� na tyle odwagi. Jednak gdzie� g��boko, w ciemnych zakamarkach duszy, gorzka prawda torowa�a sobie drog� do �wiat�a �wiadomo�ci.

   To nie Rosjan nienawidzi�, mimo ogromu z�a, kt�re wyrz�dzili. Nie znosi� samego siebie, bo sam by� jeszcze gorszy od nich. Mia� na w�asnych r�kach krew Theo i dziesi�ciu tysi�cy rodak�w. Nikt wszak nie by� lepszym od niego komunist�, nikt gorliwiej nie ch�on�� moskiewskiej propagandy. W szkole i na uczelni pierwszy rwa� si� do nagonki i denuncjowania "zdrajc�w". (Ilu ich pos�a� do �agr�w i do miejsc tortur AVO?) Kiedy przejrza� na oczy, by�o ju� o wiele za p�no; a nawet wtedy nie walczy�, tylko zbieg�.

   Ucieka� przez �wiat przed w�asn� win�; a narkotyki, niebezpiecze�stwo i rozpusta pomaga�y mu zapomnie� przesz�o��. Jedyn� przyjemno�� w �yciu znajdowa� w beznami�tnych obj�ciach, do kt�rych lgn�� tak zapami�tale, ilekro� stan�� na zamieszkanym l�dzie, lecz jego obecna kondycja �wiadczy�a, �e mu to ju� nie wystarcza�o. Je�li posiada� teraz moc zadawania �mierci, to tylko dlatego, �e sam przyby� tu, by j� odnale��.

   Z kapsu�y nie dochodzi� �aden d�wi�k; ta cisza zdawa�a si� wyra�a� pogard� i drwin�. Tibor z w�ciek�o�ci� wali� r�koje�ci� no�a w �cian�.

   - S�ysza�e�, co ci m�wi�em? S�ysza�e� wszystko?

   Cisza.

   - Niech ci� diabli! Dobrze wiem, �e s�uchasz! Je�li natychmiast nie odpowiesz, zrobi� dziur� i wpuszcz� ci wod�. Wierzy�, �e da si� to zrobi� ostrzem no�a. Ale by�oby to najgorszym wyj�ciem z sytuacji; wszak nie o taki szybki i �atwy koniec mu chodzi�o.

   Wci�� cisza; mo�e Rosjanin straci� przytomno��. Tibor mia� nadziej�, �e nie, ale ju� nie by�o sensu d�u�ej czeka�. W�ciekle uderzy� w kapsu�� na po�egnanie i da� znak pomocnikowi.

   Nick czeka� na niego z wiadomo�ciami.

   - Radio ju� skrzeczy - powiedzia�. - Ruski prosz� wszystkich o poszukiwanie ich rakiety. M�wi�, �e powinna znajdowa� si� gdzie� u wybrze�y Queensland. Chyba im bardzo na niej zale�y.

   - Nic wi�cej nie m�wili? - spyta� z niepokojem Tibor.

   - Nic ciekawego. �e niby dwa razy okr��y�a Ksi�yc.

   - I to wszystko?

   - Nic wi�cej nie pami�tam. By�o troch� uczonej paplaniny, ale to nie m�j �eb.

   Nic nowego pod s�o�cem; starym zwyczajem, Rosjanie za wszelk� cen� chcieli utrzyma� w tajemnicy nieudany eksperyment.

   - Zawiadomi�e� wysp�, �e natrafili�my na rakiet�?

   - Zwariowa�e�? A zreszt� i tak radio wysiad�o, wi�c nie ma o czym m�wi�. Dobrze zwi�za�e� lin�?

   - Tak. Zobaczymy, czy da si� podnie�� wrak z dna. Przywi�zana drugim ko�cem lina natychmiast si� napi�a. Wprawdzie morze by�o spokojne, jednak lekka fala ko�ysa�a statkiem o dziesi�� do pi�tnastu stopni. Z ka�d� fal� okr�nice podnosi�y si� o par� st�p i opada�y z powrotem. To dawa�o ud�wig kilku ton, manewr ten jednak nale�a�o przeprowadzi� z wyczuciem.

   Zatrzeszcza�o drewno, j�kn�a lina i Tibor zl�k� si� w pierwszej chwili, �e pu�ci za wcze�nie. Ale wytrzyma�a i ci�ar si� podda�. Na drugiej fali znowu uni�s� si� troch�, na trzeciej jeszcze bardziej. Wreszcie kapsu�a na dobre oderwa�a si� od dna, a Arafura przechyli�a si� lekko na lew� burt�.

   - Jazda! - powiedzia� Nick staj�c za sterem. - Mo�e poci�gniemy go ze dwie mile, zanim zn�w si�dzie.

   Lugier ruszy� z wolna w kierunku wyspy, d�wigaj�c ukryty pod sob� ci�ar. Opieraj�c si� na nadburciu i wystawiaj�c do s�o�ca przemoczone do suchej nitki ubranie, Tibor poczu� ulg� - po raz pierwszy od ilu miesi�cy? Nawet ogie� nienawi�ci przesta� pali� mu dusz�. Kto wie, czy nie by�o to - podobnie jak mi�o�� - pragnienie, kt�rego nie spos�b zaspokoi�; ale przynajmniej na chwil� przesta�o mu doskwiera�.

   Nadal trwa� w swoim postanowieniu; nieub�aganie zbli�a�a si� godzina odwetu, i nie mia� zamiaru zmarnowa� podsuni�tej mu tak dziwnym, tak cudownym zrz�dzeniem losu sposobno�ci. Krew domaga�a si� krwi, i wreszcie nawiedzaj�ce go upiory zasn� na zawsze. Ale �ywi� te� niejasne wsp�czucie, czy nawet lito��, dla tego obcego cz�owieka, poprzez kt�rego mia� teraz wzi�� odwet na dzisiejszych wrogach, a niegdysiejszych przyjacio�ach. Pozbawia� ich czego� ponad jedno ludzkie �ycie - bo c� wart by� jeden cz�owiek, cho�by i najlepiej wykszta�cony naukowiec, dla Rosjan? Pozbawia� ich pot�gi, presti�u i wiedzy - warto�ci, kt�re cenili najwy�ej.

   Zacz�� si� niepokoi�, gdy w dwie trzecie drogi do wyspy lina jeszcze nie p�k�a. Pozosta�y cztery godziny, ale to o wiele za d�ugo. Po raz pierwszy nasz�y go obawy, �e ca�y misterny plan mo�e nie wypali�, a nawet obr�ci� si� przeciwko niemu. Co b�dzie, je�li Nick mimo wszystko zdo�a wyci�gn�� kapsu�� na pla�� przed czasem?

   Z brzd�kiem, od kt�rego zatrz�s� si� ca�y statek, lina w�owymi splotami wyskoczy�a na powierzchni�, pryskaj�c wod� na wszystkie strony.

   - Powinienem by� si� domy�li� - burkn�� Nick. - Wrak w�a�nie zacz�� obija� si� o dno. Zejdziesz jeszcze raz czy mam pos�a� kt�rego� z ch�opc�w?

   - Poradz� sobie - odpar� pospiesznie Tibor. - I zrobi� to szybciej ni� oni.

   M�wi� prawd�, ale a� dwadzie�cia minut straci� na odszukanie kapsu�y. Arafur� znios�o ju� kawa� drogi, zanim Nick zd��y� zgasi� silnik, i w pewnej chwili Tibor zw�tpi�, czy uda mu si� odnale�� cenn� zgub�. Przeczesywa� dno szerokimi �ukami, i dopiero kiedy przypadkiem zapl�ta� si� we wleczony przez sputnik spadochron, poszukiwanie dobieg�o ko�ca. P�achty czaszy pulsowa�y w leniwym pr�dzie niczym jaki� pokraczny, wstr�tny stw�r morski - ale Tibor ju� nie l�ka� si� niczego pr�cz w�asnej kl�ski. Na widok majacz�cej nie opodal bia�ej masy t�tno zabi�o mu nieco �wawiej.

   Kapsu�a by�a odrapana i oblepiona mu�em, ale nie wygl�da�a na uszkodzon�. Le�a�a teraz na boku i przypomina�a bardziej przewr�con� ogromn� ba�k� na mleko. Pasa�era musia�o nie�le wytrz���, ale skoro przetrwa� upadek z samego Ksi�yca, mia� z pewno�ci� dobrze zabezpieczon� kabin� i nic mu si� jeszcze nie sta�o. Tibor nie dopuszcza� innej my�li; szkoda by�oby zmarnowa� pozosta�e trzy godziny.

   Jeszcze raz przy�o�y� za�niedzia�y, miedziany he�m do ju� nie tak l�ni�cego metalu kapsu�y.

   - Halo! - krzycza�. - S�yszysz mnie?

   Mo�e Rosjanin b�dzie chcia� pokrzy�owa� mu szyki nie daj�c znaku �ycia, ale tego nie wytrzyma�yby nerwy chyba nawet najtwardszego cz�owieka. Tibor si� nie myli�; niemal natychmiast us�ysza� w odpowiedzi jedno ostre uderzenie.

   - Ciesz� si�, �e �yjesz - zawo�a�. - Wszystko idzie tak, jak ci m�wi�em, chocia� b�d� musia� chyba troch� g��biej naci�� lin�.

   Kapsu�a nie odpowiedzia�a. Ju� wi�cej si� nie odezwa�a, mimo �e Tibor stuka� zaciekle po drugim holu - i trzecim. Ale wtedy ju� straci� wszelk� nadziej�, musieli bowiem na dwie godziny przerwa� akcj�, �eby przeczeka� szkwa�, a czas up�yn��, na d�ugo zanim Tibor po raz ostatni zszed� pod wod�. By� niepocieszony, bo zamierza� powiedzie� par� s��w na po�egnanie. I tak wykrzycza�, co mia� do powiedzenia, wiedz�c, �e niepotrzebnie zdziera sobie gard�o.

   Wczesnym popo�udniem Arafura podp�yn�a na najbli�sz� mo�liw� odleg�o�� do brzegu. Mia�a pod sob� tylko kilka st�p wody, a odp�yw jeszcze trwa�. Kapsu�a osiad�a na mieli�nie, wy�aniaj�c si� na powierzchni� spo�r�d fal. Nie da�o si� ju� ruszy� jej ani na pi�d�; utkn�a na dobre i dopiero przyp�yw m�g� j� uwolni�.

   Nick okiem eksperta oceni� sytuacj�.

   - Dzi� mamy odp�yw na sze�� st�p - powiedzia�. - Przy najni�szym stanie wody wrak b�dzie zanurzony tylko na dwie stopy w tym miejscu. Dostaniemy si� do niego �odziami.

   Czekali nie opodal mielizny, a� opadnie s�o�ce i woda. Radio bez przerwy nadawa�o komunikaty z poszukiwa�, kt�re odbywa�y si� ju� coraz bli�ej, ale jeszcze w bezpiecznej odleg�o�ci. Pod wiecz�r prawie ca�a kapsu�a wynurzy�a si� ponad lustro wody; za�oga podp�yn�a do niej �odzi� z wyra�n� niech�ci�, kt�r� podziela�, wbrew w�asnej woli, r�wnie� Tibor.

   - Z boku s� drzwi - krzykn�� nagle Nick. - O rany! Czy tam mo�e kto� by�?

   - Czemu nie? - odrzek� Tibor usi�uj�c, niezbyt skutecznie, zachowa� spok�j. Nick spojrza� na niego podejrzliwie. Jego nurek zachowywa� si� dziwnie przez ca�y dzie�, ale nie mia� zamiaru pyta� si�, co go gryzie. W tej cz�ci �wiata cz�owiek szybko si� uczy� pilnowa� w�asnego nosa.

   ��d�, ko�ysz�c si� lekko na niewielkiej fali, podp�yn�a burt� do kapsu�y. Nick wychyli� si�, chwyci� za kikut jednej z po�amanych anten i z koci� zwinno�ci� wspi�� si� po zaokr�glonej metalowej �cianie. Tibor nie ruszy� si� z miejsca, tylko w os�upieniu patrzy�, jak Nick bada zamkni�cie w�azu.

   - Je�eli zamek si� nie zablokowa�, musi by� jaki� spos�b otwarcia tych drzwi od zewn�trz - mrucza� Grek. - Jak trzeba specjalnych narz�dzi, to jeste�my za�atwieni.

   Jego obawy okaza�y si� bezpodstawne. S�owo "Otwarte" wyryte by�o w dziesi�ciu j�zykach wok� ukrytej we wg��bieniu d�wigni i kilka sekund wystarczy�o, aby wydedukowa�, jak dzia�a system. Gdy powietrze z sykiem wydosta�o si� na zewn�trz, Nick skrzywi� si� i nagle zblad�. Spojrza� na Tibora, jakby szukaj�c wsparcia, ale Tibor unika� jego wzroku. Z oci�ganiem Nick wsun�� si� do kapsu�y.

   D�ugo nie wychodzi�. Zrazu dochodzi�y ze �rodka st�umione stuki i uderzenia, po czym us�yszeli wi�zank� dwuj�zycznych blu�nierstw. I nagle zapad�a g�ucha, trwaj�ca ca�� wieczno�� cisza.

   Kiedy wreszcie w drzwiach ukaza�a si� g�owa Nicka, jego czerstwa, smag�a od wiatru twarz by�a szara i zlana �zami. Na ten niewiarygodny widok Tibora nagle opanowa�o z�owieszcze przeczucie. Wiedzia�, �e sta�o si� co� potwornego, ale jego zdr�twia�y umys� nie potrafi� jeszcze odgadn�� prawdy. Prawda ukaza�a si� jego oczom, gdy Nick zbli�y� si� nios�c na r�kach nieruchom� posta�, nie wi�ksz� od du�ych rozmiar�w lalki.

   Gdy Blanco przejmowa� ci�ar od szypra, Tibor skuli� si� przy rufie. Na widok zastyg�ej, woskowej twarzy poczu�, jak lodowate szpony zaciskaj� mu si� nie tylko na sercu, ale i w l�d�wiach. W jednej chwili nienawi�� i ��dza umar�y w nim na zawsze, gdy pozna� cen� odwetu.

   Nie�ywa astronautka wygl�da�a chyba pi�kniej po �mierci ni� za �ycia; mimo filigranowej budowy, musia�a by� bardzo wytrzyma�a i �wietnie wyszkolona, by zakwalifikowa� si� do tej misji. Le��c tak u jego st�p, nie by�a dla� ani Rosjank�, ani pierwszym cz�owiekiem, kt�ry ujrza� drug� stron� Ksi�yca, lecz jedynie dziewczyn�, kt�r� on zabi�.

   Z oddali dochodzi�y s�owa Nicka.

   - Trzyma�a to w r�ku - powiedzia� dr��cym g�osem. �ciska�a tak mocno, �e ledwie uda�o mi si� to wyj��.

   Tibor nie zwa�a� ju� na s�owa szypra i nawet nie spojrza� na szpulk� ta�my, kt�r� Nick trzyma� na wyci�gni�tej d�oni. Nie m�g� si� domy�li� w tej obezw�adniaj�cej chwili, �e Furie mia�y dopiero przypu�ci� szturm na jego dusz� - i �e niebawem ca�y �wiat us�yszy oskar�ycielski g�os zza grobu, naznaczaj�cy go pi�tnem ha�by, jakiej nie �ci�gn�� na siebie nikt po Kainie.

przek�ad : Zbigniew Ka�ski

    powr�t